Dodano dnia 05.01.2017, 10:39
Jak palić w starym piecu żeby nie kopcił?

Sam decydujesz jak palisz! Nieekonomiczne spalanie węgla i drewna to wyrzucanie kominem ponad 30% paliwa.

Złe nawyki w pale­niu węglem i drew­nem są tak powszechne, że ucho­dzą za nor­mal­ność. Jak się pali, to musi się kop­cić – potwier­dzi każdy palacz z 30-letnim sta­żem, bo przez te lata tylko taki spo­sób pale­nia poznał. Na szczę­ście ist­nieją lep­sze metody pale­nia i da się spa­lać węgiel i drewno bez dymu, syfu i udręki. Obo­jęt­nie jakim pali­wem palisz i jak tani, stary i brzydki jest twój piec czy kocioł – paląc eko­no­micz­nie oszczę­dzisz opał, mnó­stwo czasu oraz ner­wów, bo pozbę­dziesz się więk­szo­ści pro­ble­mów w kotłowni.

Smog – to paliwo lata w powietrzu!

Smród i mgła z siwego dymu to stały ele­ment pol­skiego zimo­wego kra­jo­brazu. Coraz wię­cej mówi się o tym, że to szko­dliwe. Ale – jak to z rze­czami oczy­wi­stymi bywa – nikt nie zasta­na­wia się, czym wła­ści­wie jest dym i czy naprawdę musimy się wędzić?
Dym to palne gazy uwal­niane z węgla i drewna w miarę ich pod­grze­wa­nia. One nie są jakimś tam smrod­kiem, lecz war­to­ściową czę­ścią tych paliw – w każ­dej tonie węgla jest 300kg gazów, w tonie drewna: ponad 700kg!

Szko­puł w tym, że te gazy palą się dopiero w tem­pe­ra­tu­rach rzędu 400-500st.C. W pra­wi­dłowo obsłu­gi­wa­nym pale­ni­sku są takie tem­pe­ra­tury, więc dym w więk­szo­ści się spala i u wylotu komina widoczne są (nie­mal) prze­zro­czy­ste spa­liny. Tak wygląda poprawne, eko­no­miczne spa­la­nie węgla i drewna.



Nie­stety w więk­szo­ści jeste­śmy nauczeni tylko nie­eko­no­micz­nego pale­nia – tj. łado­wa­nia dużych ilo­ści paliwa pro­sto na żar. W efek­cie takiej poli­tyki tem­pe­ra­tura w pale­ni­sku jest zbyt niska, aby dym mógł się spa­lać. Dla­tego komi­nem wyla­tują siwe kłęby duszą­cego gazu – opa­rów smoły węglo­wej lub drzew­nej. Potem wszy­scy oddy­chamy wła­snym i cudzym nie­spa­lo­nym paliwem!

Eko­no­miczne spa­la­nie – jak to się robi?

Eko­no­miczne spa­la­nie węgla i drewna to nic odkryw­czego, po pro­stu prze­ci­wień­stwo mar­no­traw­stwa. Polega na spa­la­niu węgla i drewna w cało­ści, czyli wraz z pal­nymi gazami. Gdy owe gazy zostaną spa­lone, wtedy komi­nem nie ma prawa wyle­cieć nic innego jak (nie­mal) przej­rzy­ste spa­liny. Jest na to kilka metod:



Zna­ko­mita więk­szość kotłów i pie­ców na rynku (wli­cza­jąc w to wszyst­kie kominki) to pale­ni­ska gór­nego spa­la­nia – z wylo­tem spa­lin u góry pale­ni­ska. W tego rodzaju urzą­dze­niach można sto­so­wać wszyst­kie trzy metody czyst­szego pale­nia, z roz­pa­la­niem od góry włącz­nie. W kotłach górno-dolnych bez prze­ró­bek prze­waż­nie nie da się palić od góry. Nato­miast w kotłach dol­nego spa­la­nia pali się od dołu, ponie­waż jest to jakby kocioł gór­nego spa­la­nia roz­pa­lony od góry i posta­wiony do góry nogami – ale pod warun­kiem, że zasy­pie się dość paliwa, aby zakryć wylot spa­lin przy rusz­cie.

Czy warto cokol­wiek zmie­niać w kotłowni jeśli uwa­żasz, że jest w miarę dobrze? Oczy­wi­ście, bo eko­no­miczne pale­nie to nie­małe oszczęd­no­ści – ok. 30% opału czyli kwoty idące w setki jeśli nie tysiące zło­tych rocz­nie! Albo wyż­sza tem­pe­ra­tura w domu za podobne pie­nią­dze. Niczego nie ryzy­ku­jesz, bo zmie­niasz jedy­nie spo­sób obsługi kotła, a możesz sporo zyskać.

Dokła­da­nie mniej­szymi porcjami

Wystar­czy mini­malna zmiana nawy­ków, aby tra­dy­cyjne pale­nie (“od dołu”) uczy­nić zno­śnym. Wście­kłe kop­ce­nie przy tym spo­so­bie pale­nia jest efek­tem wrzu­ca­nia zbyt wiel­kiej por­cji paliwa na zbyt małą por­cję żaru. Naj­pro­ściej więc będzie pozbyć się kop­ce­nia dokła­da­jąc mniej­szymi porcjami.

Mała por­cja to rzecz względna — powinna być na tyle mała, aby po dorzu­ce­niu w kotle stale hulał ogień. Im wię­cej na rusz­cie żaru i im inten­syw­niej się on pali, tym wię­cej na raz można doło­żyć bez zdu­sze­nia pło­mieni. Póki w kotle hula ogień, naj­gor­sze co może wyla­ty­wać z komina to pół­przej­rzy­sty czarny dym. Nie ma mowy o gęstej siwej chmu­rze ani o zasmo­le­niu komina.


Pale­nie kroczące

Pale­nie kro­czące  można nazwać pale­niem od boku, ponie­waż w tym przy­padku żar wędruje w pozio­mie. Metoda ta jest nie­jako kom­pro­mi­sem mię­dzy pale­niem od góry i typo­wym (od dołu). Umoż­li­wia cią­głe pale­nie z dokła­da­niem ale kosz­tem nie cał­kiem czy­stego spa­la­nia (wciąż jed­nak o niebo lep­szego niż przy zasy­py­wa­niu żaru grubą war­stwą świe­żego paliwa).

Jak działa pale­nie kroczące

Pale­nie kro­czące roz­po­czyna się od roz­pa­le­nia nie­wiel­kiej ilo­ści opału na rusz­cie. Gdy ta por­cja porząd­nie się roz­ża­rzy, prze­gar­nia się żar na tył kotła, a obok żaru dosy­puje się świeżą por­cję opału, tak by sty­kała się z żarem bokiem, ale go nie przykrywała.

Świeży opał nie jest tutaj gwał­tow­nie pod­grze­wany jak przy pale­niu od dołu, gdyż gorące spa­liny nie prze­la­tują przez jego war­stwę. Zamiast tego żar pomału obej­muje cały zasyp a uwal­niane z opału sub­stan­cje lotne mają szansę spa­lić się w wyso­kiej temperaturze.

Zanim zasyp cał­ko­wi­cie się wypali, gdy na rusz­cie jest jesz­cze roz­sądna ilość żaru, całą pro­ce­durę zaczyna się od początku. Prze­gar­nia się pozo­stały żar by usu­nąć popiół i zgar­nia go na tył rusztu, po czym z przodu dosy­puje się nową por­cję opału.

Porów­na­nie z innymi metodami

Pale­nie kro­czące jest roz­wią­za­niem pośred­nim mię­dzy dwoma pozo­sta­łymi meto­dami rozpalania.

W porów­na­niu z pale­niem od dołu efekty są zde­cy­do­wa­nie lep­sze. Nawet wsy­pa­nie dużej ilo­ści świe­żego opału nie spo­wo­duje zadu­sze­nia żaru i dłu­go­trwa­łego kop­ce­nia. Nie trzeba zmie­niać przy­zwy­cza­jeń w kwe­stii dokła­da­nia, jedy­nie wyko­nuje się je ciut inaczej.

W porów­na­niu z pale­niem od góry metoda ta jest nie­znacz­nie brud­niej­sza, bowiem nie wszyst­kie sub­stan­cje lotne uwal­niane z opału prze­cho­dzą przez żar. Sytu­acja jest jed­nak o niebo lep­sza niż po zasy­pa­niu takiej samej ilo­ści węgla pro­sto na żar.

Dla­tego jeśli pale­nie od góry z jakie­goś powodu jest nie­wy­godne w sto­so­wa­niu, to zde­cy­do­wa­nie warto palić spo­so­bem kro­czą­cym.

Roz­pa­la­nie od góry

Poten­cjal­nie naj­czyst­szą i naj­efek­tyw­niej­szą alter­na­tywą dla tra­dy­cyj­nego spo­sobu pale­nia jest roz­pa­la­nie od góry.

Jak działa roz­pa­la­nie od góry

Cały trik w roz­pa­la­niu od góry to prze­nie­sie­nie war­stwy żaru z dołu na górę pale­ni­ska. Budowa kotła nie zmie­nia się, powie­trze nadal pły­nie spod rusztu ku górze. Jed­nak teraz żar pomału scho­dzi ku dołowi (z równą łatwo­ścią jak w pale­niu od dołu wędro­wał ku górze) a dym wydo­sta­jący się z war­stwy zim­nego jesz­cze opału musi przejść przez żar, gdzie ulega prak­tycz­nie cał­ko­wi­temu spa­le­niu. Do komina lecą (nie­mal) prze­zro­czy­ste spa­liny, a ze spa­le­nia dymu powstaje wię­cej ciepła.

Pale­nie od góry z przy­czyn tech­nicz­nych jest pro­ce­sem cyklicz­nym, tj. wrzuca się na początku okre­śloną ilość opału, roz­pala i czeka do jej wypa­le­nia, aby roz­pa­lić od nowa (nie ma zbyt­nio moż­li­wo­ści, by doło­żyć opału od spodu). Choć pala­czowi przy­wy­kłemu do dokła­da­nia może się to wydać kar­ko­łomne, pale­nie bez dokła­da­nia nie jest takie trudne a wymaga jedy­nie zmiany nawy­ków.

Na tej samej zasa­dzie co pale­nie od góry, tylko w mniej­szej skali, dzia­łają pal­niki w kotłach podaj­ni­ko­wych i dla­tego kotły te spa­lają węgiel czy­sto i efektywnie.

Skąd wia­domo, że ‘bez dymu’ zna­czy czyściej?

Dostępne wyniki badań nauko­wych z zagra­nicy poka­zują, że roz­pa­la­nie od góry obniża emi­sję pyłów (tzw. PM10 i PM2.5) co naj­mniej o połowę – a nie dość, że kosz­tuje to tylko zmianę nawyku, to jesz­cze przy­nosi oszczęd­ność opału.

Pyły te to w naj­więk­szej mie­rze cząstki nie­spa­lo­nego paliwa — opary smół i sadza. Im mniej powstaje dymu, tym mniej­sza jest emi­sja pyłów. Podob­nie wygląda to w przy­padku kotłów podaj­ni­ko­wych. Ich bar­dzo niskie wskaź­niki emi­sji pyłów – jakieś 90% mniej niż z kotła zasy­po­wego – są efek­tem bez­dym­nego spa­la­nia.

Czy roz­pa­la­nie od góry jest bezpieczne?

Sama metoda roz­pa­la­nia od góry nie nie­sie nowych zagro­żeń w sto­sunku do tego, z czym trzeba się liczyć przy typo­wej obsłu­dze kotła węglo­wego (a nawet kilka zagro­żeń niwe­luje, m.in pro­blem wybu­chów gazów czy nie­bez­pie­czeń­stwo pożaru komina).

Głów­nym ryzy­kiem przy roz­pa­la­niu od góry jest wsy­pa­nie na raz więk­szej ilo­ści paliwa. Jeśli kocioł jest bar­dzo nie­szczelny, to po roz­pa­le­niu cało­ści może dojść do gwał­tow­niej­szego niż zwy­kle wzro­stu tem­pe­ra­tury, a nawet zago­to­wa­nia wody (w popraw­nie wyko­na­nej insta­la­cji grzew­czej nie jest to groźne, ale nie wszyst­kie insta­la­cje są popraw­nie wyko­nane; zresztą lepiej tej sytu­acji unikać).

Naj­waż­niej­sza jest względna szczel­ność dol­nych drzwi­czek i popiel­nika – aby kocioł nie roz­grze­wał się nad­mier­nie bez kon­troli. Poza tym:

- wszyst­kie drzwiczki powinny mieć uszczel­nie­nie ze sznura szkla­nego wymie­niane cho­ciaż raz na 2 lata albo lepiej: gdy tylko sznur się wygnie­cie i prze­sta­nie dobrze uszczelniać

- klapka w dol­nych drzwicz­kach powinna domy­kać się szczel­nie, a jeśli nie przy­lega równo, to trzeba ją doszli­fo­wać. Klapki tej niczym się nie uszczelnia!

- w kotle z rusz­tem rucho­mym warto spraw­dzić miej­sce przej­ścia jego mecha­ni­zmu przez obu­dowę — zwy­kle wymaga ono doszczel­nie­nia, by kocioł nie łapał tam­tędy lewego powietrza.

Jeśli wia­dro węgla ledwo zakrywa ruszt w twoim kotle, a roz­pa­le­nie w nim wię­cej niż dwóch szu­fe­lek na raz powo­duje saunę w domu, to naj­pew­niej twój kocioł jest o wiele za duży (prze­wy­mia­ro­wany). Aby palić w nim w spo­sób godny czło­wieka, musisz naj­pierw rozwiązać ten problem.

źródło: czysteogrzewanie.pl

Dodaj komentarz
Redakcja Portalu PowiatSuski24.pl informuje, że nie odpowiada za treść komentarzy użytkowników.
Portal zaznacza sobie prawo do usuwania komentarzy, bez uprzedzenia osoby komentującej. Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.
Captcha image