
Wczesnym rankiem, 15 sierpnia, rodzina i przyjaciele Kuby Kaczmarczyka spotkali się, by wspólnie wyruszyć na Babią Górę. Nie była to jednak zwykła górska wędrówka.
Kuba tragicznie zginął w czerwcu tego roku podczas górskiej wyprawy w Tatrach Słowackich. Góry były jego pasją, miejscem, w którym czuł się wolny i szczęśliwy. To właśnie od Babiej Góry wszystko się zaczęło. 15 sierpnia 2023 roku po raz pierwszy stanął na jej szczycie. Była to jego pierwsza górska wyprawa i początek przygody, która z czasem stała się jedną z najważniejszych części jego życia.
Od tamtego dnia zdobywał kolejne szczyty, poznawał góry i coraz mocniej zarażał swoją pasją tych, którzy byli wokół niego. Dziś, po jego odejściu, bliscy postanowili wrócić właśnie tam, gdzie rozpoczęła się jego górska droga.
Na Babią Górę zabrali ze sobą również jego. W ich sercach, we wspomnieniach, w opowieściach i w każdym kroku tej wspólnej wędrówki. Był to symboliczny powrót do miejsca, które dla Kuby miało wyjątkowe znaczenie.
Każdy krok był okazją do wspomnienia jego uśmiechu, energii, pasji i chwil spędzonych razem. Na szczycie nie zabrakło wzruszeń, ale przede wszystkim poczucia, że choć Kuby nie ma już obok nich, jego obecność wciąż jest bardzo silna.
Jego wędrówka dobiegła końca, ale droga, którą rozpoczął, nadal trwa. Dziś przemierzają ją jego najbliżsi, niosąc ze sobą pamięć o Kubie i wszystko to, co po sobie pozostawił.
Babia Góra była jego pierwszym szczytem. Dziś stała się miejscem symbolicznego spotkania, z jego wspomnieniami, pasją i tym, co w górach kochał najbardziej. A przede wszystkim przypomnieniem, że człowiek może odejść, ale ślady jego obecności pozostają w sercach tych, którzy go kochali.
Tekst/foto: Gabriela Stec-Warmuz