Projekt od początku wyróżnia się oryginalną formułą. Nie jest ani klasycznym koncertem, ani tradycyjnym spotkaniem z folklorem. To artystyczna opowieść, w której babiogórskie legendy i dawne podania prowadzą muzyków, a improwizowany jazz staje się ich emocjonalnym komentarzem. Efekt jest zaskakująco spójny, muzyka nie dominuje nad narracją, lecz subtelnie ją podkreśla, budując nastrój i pozwalając wybrzmieć każdemu słowu.
Ogromną rolę odegrały bajarki Bernadeta Ryt i Paulina Kłapyta, które z autentycznością i swobodą opowiadały historie gwarą babiogórską. Ich interpretacje pozwalały przenieść się do świata dawnych wierzeń, legend i codziennego życia mieszkańców tych ziem. Nad doborem opowieści czuwał Andrzej Peć, dzięki czemu program zachował zarówno wartość artystyczną, jak i etnograficzną.
Równie wysoki poziom zaprezentowali muzycy. Szczególne wrażenie robiły jazzowe improwizacje trębacza Adama Kawończyka, pochodzącego z Suchej Beskidzkiej, któremu towarzyszyli Dominik Bieńczycki na skrzypcach, Maciej Muszyński na gitarze, Jędrzej Łaciak na gitarze basowej oraz Bartek Staromiejski na perkusji. Ich interpretacje były pełne wyczucia, momentami subtelne i liryczne, innym razem dynamiczne i pełne ekspresji, zawsze jednak pozostające w dialogu z opowiadaną historią.
Regionalnego kolorytu dodały występy Alicji Krzeszowiak oraz dudziarza Jana Ryta. Ich obecność przypominała, że korzenie tej muzycznej podróży tkwią głęboko w kulturze Beskidów, a tradycyjne brzmienia mogą naturalnie współistnieć z jazzową improwizacją.
Wieczór dopełniła wystawa prac suskich twórców ludowych, Mariana Bucały i Bogumiły Leśniak. Rzeźby oraz dzieła inspirowane lokalnymi wierzeniami i obrzędami stworzyły interesujące tło dla wydarzenia, podkreślając jego wielowymiarowy charakter.
Druga odsłona „Babiogórskich Bajań Improwizowanych” pokazała, że projekt nie jest jedynie ciekawostką artystyczną, lecz wartościową propozycją kulturalną, która potrafi zainteresować zarówno miłośników folkloru, jak i osoby poszukujące nowych form wyrazu. Twórcy udowodnili, że gwara, legendy i muzyka improwizowana nie tylko mogą współistnieć, ale wzajemnie się wzbogacają.
Publiczność nagrodziła artystów długimi brawami, a frekwencja i ciepłe reakcje widzów pokazały, że tego typu przedsięwzięcia są potrzebne i znajdują swoich odbiorców. To był wieczór, który przypomniał, że najcenniejsze historie często rodzą się najbliżej nas, trzeba jedynie znaleźć odpowiedni sposób, by opowiedzieć je współczesnemu odbiorcy.
Portal zaznacza sobie prawo do usuwania komentarzy, bez uprzedzenia osoby komentującej. Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.















































