Z OSTATNIEJ CHWILI
XXII Rajd Górski im. bł. kard. Stefana Wyszyńskiego już 20 września. / Narkotyki w mieszkaniu w Wadowicach. Policjanci zatrzymali kobietę i mężczyznę. / Zdarzenie drogowe w Zawoi. Na miejscu pracują służby. / Samochód wypadł z drogi i uderzył w ogrodzenie. Wypadek w miejscowości Las. / Nowe zasady dla kierowców od 3 września. Początkujący muszą szczególnie uważać. / 121 osób ratowanych w Tatrach. TOPR podsumował dwa tygodnie interwencji. Były nocne akcje, wypadki i dramatyczne ewakuacje! / PKP Intercity: ważny komunikat dla pasażerów przed piątkowym protestem ! / W Sidzinie powstaje nowy plac zabaw. Inwestycja za ponad 657 tys. zł. / OSP Łętownia wśród beneficjentów programu „ORLEN na straży”. / Młodzi strażacy z Toporzyska zyskają nowy sprzęt. OSP otrzymała dotację na doposażenie MDP. / Groźne znalezisko w rejonie Jeziora Mucharskiego. / Młodzi lekkoatleci SKL Sucha Beskidzka z sukcesami w Krakowie. Są złote medale! / Cała Polska kolejowa zwolni. Maszyniści reagują po śmiertelnym wypadku. / Jutro X Podbabiogórskie Zawody Ratowniczo-Gaśnicze. Na ostatniej prostej zwolniło się jedno miejsce. / OSP Naprawa zyska nowy sprzęt. Prawie 40 tys. zł na wyposażenie jednostki. / Trudne warunki, pościgi i śliska nawierzchnia. Suscy policjanci szkolili się w Moto Parku Kraków. / Dziki dają się we znaki mieszkańcom gminy Maków Podhalański. Gmina wyjaśnia. / Nowe chodniki i przejścia dla pieszych w Budzowie. Jest umowa na inwestycję.
Dodano dnia 10.01.2019, 09:15
Tomasz Siwiec "Tylko anioły potrafią latać"
Zauważyłem tę dziewczynkę w momencie, gdy zamierzałem spojrzeć na termometr za oknem. Nagle zabrakło mi tchu. Przez sekundę chciałem wrzeszczeć, aby weszła z powrotem do mieszkania, ale nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa...

Zresztą pewnie i tak by mnie nie posłuchała. Nie mogła mieć więcej niż cztery lata. Stała na parapecie okna, dokładnie na czwartym piętrze, i nawet z tej odległości można było dostrzec, że spogląda w dół. Była ubrana w białą sukienkę, która powiewała pod wpływem jesiennego wiatru, a zza pleców wystawały jej śnieżnobiałe skrzydła. Z mocno bijącym sercem zerwałem się do drzwi i biegnąc po schodach, modliłem się, aby nie spadła. Dziesiątki myśli przebiegały przez moją głowę. Pewnie chciała być jak anioł albo ptak. Małym dzieciom różne rzeczy przychodzą do głowy. Zastanawiałem się, gdzie są rodzice i czemu, na Boga, nikt jej nie pilnował! Zdyszany wybiegłem przed klatkę schodową i spojrzałem na czwarte piętro. Na szczęście już nikogo tam nie było.

Dzięki Bogu — jęknąłem, zastanawiając się, czy przypadkiem dziewczynka nie leżała już martwa na osiedlowym trawniku. Z trwogą podbiegłem bliżej, ale nigdzie dostrzegłem ciała. Odetchnąłem z ulgą. Musiała wejść z powrotem do pokoju. Najwidoczniej ktoś ją zauważył i wciągnął do środka. Nie mogłem tego tak zostawić. Zdenerwowany, skierowałem się do tamtego mieszkania. Dysząc jak parowóz, stanąłem przed drzwiami i zacząłem walić w nie pięścią. Po krótkiej chwili otworzyła mi zapłakana kobieta. Nic dziwnego, pomyślałem. Przed chwilą mogło dojść do tragedii. Najwidoczniej to była mama dziewczynki, która zrozumiała, że właśnie mogła ją stracić.
– Ja wszystko widziałem – zacząłem, przecierając spocone czoło.
Kobieta spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
– Niech pani nie udaje – obruszyłem się. – Pani córka. Ubrana w białą sukienkę i sztuczne skrzydła. Widziałem, jak wchodziła na parapet, a potem… – przez chwilę nie potrafiłem złapać tchu.
Kobieta jeszcze przez moment wpatrywała się we mnie, a następnie zaprosiła do środka.
– Kiedy to się wydarzyło? – zapytała.
– No, jak to kiedy? Może dwie minuty temu. Biegłem z sąsiedniego bloku, aby ją uratować…
– Jej już nikt nie mógł uratować – przerwała mi nagle. – Robiłam, co mogłam, ale nawet medycyna była bezsilna.
– O czym pani mówi?
Dopiero teraz zauważyłem stojącą przed chwilą na parapecie dziewczynkę. Leżała przykryta w śnieżnobiałej pościeli. Miała zamknięte oczy i była bardzo blada. Tuż obok, na szafce nocnej, stała zapalona świeczka.
– Umarła przed momentem – załamał się jej głos. – Nie zdążyłam nawet zadzwonić do najbliższych. Nie mógł pan nikogo widzieć na parapecie, ponieważ od roku była sparaliżowana. Nowotwór okazał się wyjątkowo bezlitosny.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Poczułem się wyjątkowo paskudnie. Przeprosiłem ją za najście i skierowałem się do wyjścia. Wracając do mieszkania byłem już niemal pewny, kogo zobaczyłem na parapecie. Tym bardziej, że dziecko leżące pod białą kołdrą, nie miało na sobie żadnego stroju karnawałowego…

Tomasz Siwiec