Dodano dnia 23.05.2015, 22:15
Dramat w Suchej. Garbarz i Halniak na zwycięskiej ścieżce!
Halniak wreszcie zwycięski. Passa czterech kolejnych porażek poszła w niepamięć. Nowy-stary trener, Piotr Stach zanotował bardzo udany debiut. Halniak zaimponował wolą walki. Cechy wolicjonalne były na najwyższym poziomie i to one przeważyły szalę. 
Garbarz odczarował Kleczę Dolną. O losach spotkania przesądził strzelec dwóch bramek, Tymoteusz Chodźko. Jałowiec wywiózł punkcik z Giebułtowa. Całkiem przyjemny weekend dla naszych czwartoligowców. Zgoła odmienne nastroje panują w stolicy powiatu. Kolejna porażka i spadek staje się coraz bardziej realny. Lachy po szalonym meczu ostatecznie wracają z Barwałdu z pustymi rękoma. Sprawa awansu wciąż pozostaje jednak otwarta.


Halniak Maków - Kalwarianka Kalwaria 1:0
Bramka:
Wojciech Ryszawy (67)

Halniak: Talaga - Gruca, Panuś, Lozniak, Furman - Ryszawy (75. Zając), Wojtan, Kozieł, Sukhetskyi - Bobek (63. Kuszyk), Borowczyk (81. Skydan).

Już w piątej minucie czujność Kamila Talagi sprawdził Jewgenii Rabcheniuk. Napastnik rywali przeprowadził solową akcję, ale jego strzał był zbyt anemiczny, by mógł zagrozić bramce. Trzy minuty później, Hobrzyk zacentrował z rzutu rożnego, a pozostawiony bez opieki Wojciech Cygal fatalnie spudłował. Zawodnicy Halniaka w tej sytuacji igrali z ogniem. Po dwudziestu minutach, długa piłka z głębi pola, Dawid Szymula poradził sobie z Michałem Grucą, wyszedł sam na sam z Talagą, jednak próbując strzału "lobem" - przelobował również bramkę. W pierwszej połowie, Talaga wybronił jeszcze dwa strzały aktywnego Rabcheniuka i jeden Tomasza Trzebiuniaka. Próby Piotra Świerczyńskiego czy Jakuba Pułki minęły bramkę. Halniak nie oddał żadnego strzału. . Spotkanie w tej części gry było szarpane. Momentami przeważał Halniak, później na chwilę lejce przejmowali goście. W jednym aspekcie miejscowi mieli miażdżącą przewagę - mowa o determinacji. Dawno nie oglądaliśmy Halniaka tak walczącego. Powiedzieć, że nie było dla nich straconych piłek, to jak nic nie powiedzieć. Tuż po zmianie stron prosta strata, goście wyprowadzili kontrę, Hobrzyk zagrał piłkę do Daniela, ten uderzył, jednak Talaga sparował ją na korner. W odpowiedzi, Wojciech Ryszawy minął dwóch rywali, wpadł w pole karne, jednak zamiast dogrywać, zdecydował się na strzał. Tyleż mocny, co niecelny. W 64 minucie, świeżo wprowadzony Marcin Kuszyk dopadł o piłki przez polem karnym i strzelił z woleja - piłka minęła bramkę. Dwie minuty później, strata na połowie Kalwarianki. Pach, pach i Rabcheniuk pomknął sam na sam z Talagą, który wyszedł poza pole karne. Napastnik przyjezdnych minął bramkarza, jednak wygonił się za bardzo do boku i mógł już tylko dogrywać. Tak też uczynił, ale pewnie grający Oleksandr Lozniak zapobiegł utracie gola. Riposta była bardzo dobitna. Borowczyk wypuścił w bój Ryszawego, ten znalazł się z piłką w polu karnym, ograł obrońcę i pewnym strzałem po długim rogu doprowadził kibiców do euforii. Wykończył jak profesor. Kalwarianka szukała wyrównania, jednak do niczego takiego nie doszło.

- Wyszarpaliśmy te trzy punkty. Z perspektywy całego meczu, Kalwarianka była drużyną dojrzalszą i zasługuje na uznanie. Nasze cechy wolicjonalne były na wysokim poziomie, co przechyliło szalę. Zagraliśmy przyzwoicie, oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, było kilka rażących, ale będziemy nad tym pracować. Zmiana pozycji niektórych zawodników była wymuszona. Wystarczyło spojrzeć na ławkę. Po wejściu Krzyśka i Marcina nie mieliśmy kim postraszyć. Kadra jest szczupła, ale nie ma co płakać – przyświeca nam jeden cel. W takim, a nie innym, składzie personalnym musimy utrzymać się w lidze. Trzy punkty cieszą, ale to był dopiero pierwszy z pięciu finałów. Pozostały jeszcze cztery. – powiedział trener Piotr Stach.

Iskra Klecza – Garbarz Zembrzyce 0:2
Bramki:
Chodźko (dwie)

Garbarz: Bruzda – Lenik, Sałapatek, Mitka, Ł. Puda – Konrad Burliga (46. Mazanek), Kacper Burliga, Chodźko (90. Harańczyk), Kuz (85. J. Burliga) – Teteruk, S. Puda.

Garbarz nigdy wcześniej nie wygrał w Kleczy. Mało tego - nie wywiózł stamtąd nawet punktu. Szybko – za dwie żółte kartki - z boisku wyleciał Wasilewski. Mimo tego, niemal do końca spotkania, wizualnie lepsi byli gospodarze. Oddawali dużo strzałów z dystansu, jednak Bartłomiej Bruzda był tego dnia w świetnej formie. Miał „dzień konia”, wyłapywał wszystko. W 55 minucie, Kamil Lenik dośrodkował w pole karne, a nadbiegający Tymoteusz Chodźko - celnym uderzeniem głową - wpisał się na listę strzelców. Dziesięć minut później, Sebastian Mazanek przerzucił pole karne, piłkę przejął Chodźko, nawinął obrońcę i fenomenalnym strzałem „zdjął pajęczynę”. Iskra padła na deski, była liczona, ale zdołała podnieść się z kolan. Przynajmniej na chwilę. Mitka sfaulował w polu karnym, a sędzia podyktował „jedenastkę”. Niewidok spudłował i Garbarz dograł mecz na zero z tyłu. Optycznie przeważali miejscowi, ale zawodnicy Zdzisława Janika byli konkretniejsi. Mieli trochę szczęścia, ale podobno ono sprzyja lepszym.   

Jutrzenka Giebułtów – Jałowiec Stryszawa 2:2
Bramki:
Pindel, Świerkosz

Jałowiec: Pająk – Bartyzel, Jodłowiec, Okrzesik, B. Iciek – P. Bachorczyk, P. Pindel (72. K. Iciek), G. Jodłowiec, Gazurek – Świerkosz, Głuszek.

W dwudziestej minucie wynik otworzył Szymon Kiwacki. Były napastnik Halniaka strzałem głową zamknął dośrodkowanie z bocznego sektora. Taki wynik utrzymał się do przerwy. W 53 minucie, Jodłowiec „poklepał” w środku z Gazurkiem, ten wypatrzył dobrze wychodzącego Pindla, dograł mu piłkę, a pomocnik Jałowca pewnym strzałem doprowadził do wyrównania. Radość nie trwała długo, bo osiem minut później były zawodnik Jałowca, Grzegorz Bizoń otrzymał piłkę na prawej stronie, kiwnął jednego z rywali i ładnym strzałem po długim rogu pokonał Pająka. W 80 minucie Tomasz Świerkosz doprowadził do remisu, finalizując dośrodkowanie Gazurka.

- Początek pierwszej połowy mieliśmy bardzo fajny. Dobrze weszliśmy w meczu. Założenie było takie, żeby na początku „siąść” na rywalach. Taki stan rzeczy nie trwał długo. W 20 minucie rywale zdobyli gola. Mecz był wyrównany, sprawiedliwy remis. Na pewno nie odstawaliśmy, a wydawało się, że mogliśmy nawet wygrać. W końcówce Świerkosz zdobył gola na 3:2, ale sędziowie dopatrzyli się spalonego. Czy słusznie? Zdania są podzielone. – powiedział kierownik Jałowca, Tomasz Steczek.

MKS Babia Góra – Soła II Oświęcim 1:2
Bramka:
Rak (83)

Babia: Kachnic – Kudzia (75. Starowicz), Rzepka, Kociołek, Ścieszka – Gach (65. Listwan), Żaczek, Dyduch, Rak – Pacyga (58. Tłok), Starowicz. 

Dramat w stolicy powiatu. Kryzysu ciąg dalszy. Gospodarzy stać było jedynie na honorowe trafienie. Po dośrodkowaniu z bocznego sektora, Robert Starowicz tracił piłkę, ta trafiła do Krzysztofa Raka, który ładnym uderzeniem z powietrza wpisał się na listę strzelców.

- Rezerwy Soły pokazały lepszy futbol niż nasi poprzedni rywale. W składzie mieli choćby „ligowca” - Marcina Drzymonta. Byliśmy słabsi w każdym elemencie gry. Goście uzyskali prowadzenie po strzale z rzutu karnego, ta sytuacja nas przybiła. Później - na dobicie - błąd popełnił nasz bramkarz. Nie mam jednak do niego żadnych pretensji. Rywale obnażyli wszystkie nasze słabości. Widać, że są w mocnym, systematycznym treningu, w przeciwieństwie do nas. Graliśmy chaotycznie, w nasze szeregi wkradła się zbyt duża nerwowość. Bardziej boli mnie porażka w poprzednim meczu, kiedy to powinniśmy wygrać kilkoma bramkami. Po bramce Krzyśka Raka chcieliśmy poszukać wyrównania, ale zabrakło i czasu, i szczęścia. Gola na 2:2 strzelił Maciej Żaczek, niestety, sędziowie dopatrzyli się tam faulu. Trenera rozlicza się z wyników, a ja póki co nic nie zdziałałem. – ocenił trener Babiej, Janusz Suwada.

Żarek Barwałd - Lachy Lachowice 4:3
Bramki:
Pyrzyk, Daniel Kachel, P. Gach

Lachy: Pająk – Kąkol, M. Chorąży, Banaś, M. Gach – Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Sobański – P. Gach, Pyrzyk (65. Stachnik).

Początek meczu należał do gości. Konstruowali ciekawe akcje, dłużej utrzymywali się przy piłce. Wystarczyła jednak jedna strata i gra przeniosła się pod ich pole karne. M. Gach sfaulował i miejscowi otrzymali rzut wolny, który został zamieniony na gola. Chwilę później - błyskawiczna riposta. Daniel Kachel uruchomił Sebastiana Pyrzyka, a ten ładnym strzałem umieścił piłkę w siatce. W pierwszej połowie padły jeszcze dwa gole, po jednym dla obu drużyn. Najpierw trafili miejscowi, wykorzystując rzut karny, którego sprawcą był M. Chorąży. Później Daniel Kachel znalazł się w dobrej sytuacji, ograł stopera i bramkarza, po czym skierował piłkę do bramki. Tuż po zmianie stron Żarek uzyskał trzeciego gola. W 50 minucie dla równowagi stracił zawodnika. Lachy zwietrzyły szansę, ale szybko dostali bramkę z kontrataku. Nadzieję po podaniu Stachnika dał Paweł Gach, jednak ostatecznie nie udało się dogonić wyniku.

- Mecz wyrównany. Spotkały się dwie, równorzędne drużyny, mające apetyt na awans do wyższej ligi. W pierwszej połowie mieliśmy więcej z gry. Po przerwie, szybko straciliśmy bramkę, a rywale zawodnika. Ruszyliśmy do huraganowych ataków, ale szybko zostaliśmy skarceni. – ocenił trener gości, Krzysztof Chorąży.

 

Dodaj komentarz
Redakcja Portalu PowiatSuski24.pl informuje, że nie odpowiada za treść komentarzy użytkowników.
Portal zaznacza sobie prawo do usuwania komentarzy, bez uprzedzenia osoby komentującej. Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.
Captcha image