Dodano dnia 03.11.2018, 08:21
Niesamowita historia piłkarza, który po czterech operacjach nadal gra. To co nam opowiada, zwala z nóg!
Dzisiejsza historia opowiadać będzie o człowieku, któremu operację towarzyszyły niemal przez całą piłkarską karierę i mimo przeciwności losu po każdej z nich potrafił się podnieść. Zerwane więzadła, uszkodzone i wycięte łąkotki, zablokowane kolana, niesamowity ból, długie, żmudne, wyczerpujące rehabilitacje nie zakończyły jego kariery. Jakim cudem dalej gra w piłkę? A no takim, że zwyciężyła miłość do futbolu, pomógł ogromny charakter, a ambicja to jego drugie imię. Zapraszamy na historię faceta, któremu nic straszne nie jest!

Dominik Baziński to kolejna osoba, której historię przytaczamy. Od 15 lat związany z klubem Naroża Juszczyn, z krótkimi epizodami w innych drużynach. Wychowanek, który przeszedł wszystkie szczebla w Juszczynie z dorobkiem około 230 spotkań. Człowiek niegdyś od czarnej roboty, dziś tworzący niesamowitą atmosferę w drużynie. Zastępca kapitana, piłkarz najczęściej defensywny, a zarazem obunożny. Żartowniś, pozytywnie nastawiony chłopak, pomimo tego, że w piłkarskim życiu niejednokrotnie miał pod górkę.

Przygodę z piłką, mały Dominiczek rozpoczął w 2003 roku, jako trampkarz Naroża Juszczyn. Po dwóch latach wtedy już Dominik, przeszedł na wyższy szczebel czyli dorastającego juniora. Szybki rozwój spowodował, że rok później, a więc w sezonie 2005/2006 do drużyny seniorów wprowadził go Jakub Jeziorski, który słynie z ciężkich treningów. Łatwo nie było, a progres, który wykonał - stworzył charakternego piłkarza pod pseudonimem „Domel”. W sezonie 2010/2011 pod wodzą trenera Zdzisława Gacka, Naroże świętowało awans do A-klasy i był to pierwszy sukces głównego bohatera artykułu. „Tego zakończenia nigdy nie zapomnę, a zwłaszcza powrotu ze Skawicy na naczepie tira. Oj działo się”. – wspomniał Domel. W A-klasie drużynie na początku nie szło, a piłkarz wybrał się na treningi do IV-ligowych ekip – LKS-u Czaniec oraz Karpatów Siepraw. Skończyło się na zimie spędzonej w Garbarzu Zembrzyce, wtedy również drużynie IV-ligowej. Z transferu jak się okazało wyszły nici, a Domel powrócił tam gdzie jego miejsce czyli do Juszczyna, gdzie już trenerem był Maciej Melzer. Wtedy wszystko co złe się zaczęło i rzecz jasna nie chodzi o trenera, a o epidemię kontuzji piłkarza.

Fatum „Domela”

18-go marca 2012 roku około 30 minuty meczu sparingowego upadł bez kontaktu z zawodnikiem na murawę. „Usłyszałem trzask, który do dziś mam w uszach, a ból w kolanie był niemiłosierny”. Diagnoza: zerwane więzadło krzyżowe przednie, uszkodzona łąkotka, która blokuje kolano oraz uszkodzone więzadło poboczne. 27-go marca 2012 roku piłkarz przeszedł swój pierwszy zabieg, w którym lekarz wyczyścił kolano, usunął uszkodzone więzadła etc. 17-go lipca 2012 roku zawodnik poddał się drugiej operacji, a konkretnie rekonstrukcji ACL. Operację wykonał dr Jakub Ślusarski – sędzia piłkarski Ekstraklasy. „Najgorsze były pierwsze dwa tygodnie po operacji, ból był tak duży, że praktycznie nie spałem. W tym czasie rozdałem wszystkie rzeczy do gry i powiedziałem, że już grał nie będę. Podjąłem rehabilitację, trzy razy w tygodniu z rehabilitantem, ponadto codziennie w domu uczyłem się na nowo chodzić, niejednokrotnie ze łzami w oczach. Po dwóch miesiącach zacząłem już lekko truchtać. Trochę jak panienka, ale zawsze coś”. Po kilkumiesięcznej rehabilitacji wznowił treningi, a konkretnie w styczniu 2013 roku. Na wiosnę powrócił do pierwszego składu Naroża, lecz tylko na dwa mecze gdyż w drugim z nich naciągnął przeszczep więzadła. Niestety oznaczało to przerwę oraz powrót do rehabilitacji. Nie poddał się i powrócił na końcówkę sezonu. Dzięki charakterowi oraz sporym wysiłkom na treningach, wrócił do szczytu formy. Gdy już wszystko wyglądało jak należy, przytrafiła się kolejna kontuzja i jak na złość tego samego kolana. W pucharowym meczu z Halniakiem został uderzony w podudzie, w wyniku czego uszkodzona została łąkotka przyśrodkowa. Potrzebna zatem była artroskopia kolana. 28-go listopada 2014 roku piłkarz poddał się następnemu zabiegowi, który przeprowadził nie kto inny jak dr Jakub Ślusarski. „Już po wyciągnięciu drenu, zacząłem od razu chodzić. Rehabilitacja trwała krócej niż poprzednio, bo w styczniu 2015 roku powróciłem do treningów i już w maju… złamałem na meczu nos”. Trenerem wówczas był Dariusz Klimasara, a więc człowiek, który dla Juszczyna wiemy ile dobrego uczynił. W 2016 roku z trenerem Jakubem Jeziorskim, mógł świętować awans do ligi okręgowej i to był jego największy sukces. Sezon 2016/2017 zatrzymał się dla zawodnika po sześciu spotkaniach. W szóstej kolejce podczas meczu z Chełmkiem, a konkretnie w 20 minucie miała miejsce sytuacja wypisz wymaluj, jak przy pierwszej kontuzji. „Upadłem na murawę, ten sam trzask, przeraźliwy krzyk, niesamowity ból, powrót demonów” - stwierdził. Diagnoza: uszkodzony przeszczep ACL, uszkodzona łąkotka, która w dwóch miejscach nadawała się do usunięcia. „Wtedy zastanawiałem się czy jest co jeszcze wyciąć. Ponownie trafiłem do gabinetu doktora Ślusarskiego”. W gabinecie doktor przywitał go słowami: „Co tym razem Panie Baziński?” Na koniec wizyty zaproponował piłkarzowi, aby zajął się sędziowaniem, a nie graniem. 31-go października 2017 roku jak tradycja nakazała piłkarz poddał się kolejnej operacji. „Wycięto mi uszkodzoną łąkotkę, wyczyszczono kolano. Poważnie miałem uszkodzony przeszczep więzadła krzyżowego z niestabilnością przednią I-go stopnia. Po zabiegu wiadomo rehabilitacja, a po pół roku powrót do treningów”. I tak o to do dziś, ważna postać drużyny Naroża wciąż jest w grze. Respekt Domel!

Ty to na stół” – sytuacja z sali operacyjnej

Anestezjolog: „Ty to chyba lubisz jak Cię doktor operuje”.

D.B.: „Doktor jak mnie widzi w gabinecie, to już mnie nie bada tylko mówi - Ty to na stół”.

Doktor: „Jedyny mój pacjent, który zawsze przyjeżdża z czymś konkretnym”.

Robot z Transformers

Podsumowując. Urazy sportowe dopadają zarówno profesjonalistów, jak i amatorów. Są w sporcie nieodłączne i często kończą karierę na amen. Powyższa historia przypomina bardziej sceny science fiction, a nie te, które miały miejsce w rzeczywistości, bo ile razy można mieć masakrowane nogi. Być może piłkarz ten nie ma cudownych osiągnieć grając w wysokich ligach, ale za każdym razem udowadnia, że byłby w stanie powstać nawet z popiołu.

Sebastian Kurpiel

Dodaj komentarz
Redakcja Portalu PowiatSuski24.pl informuje, że nie odpowiada za treść komentarzy użytkowników.
Portal zaznacza sobie prawo do usuwania komentarzy, bez uprzedzenia osoby komentującej. Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.
Captcha image