Dodano dnia 02.02.2019, 07:28
Wszystko się zmienia, tylko nie Miklosz…
Dlaczego pierwszy raz popłakał się na treningu Babiej Góry? O szalonym trenerze Lenartowiczu i meczach w najwyższej lidze juniorów. Między innymi o tym opowiada nam Łukasz Mika, czyli grająca od ponad 15 lat w seniorach legenda Babiej Góry Sucha Beskidzka. Siadamy wygodnie i czytamy.

Jego początki w Babiej Górze były tak dawno, że wielu czytających nie było na świecie. Sam Łukasz Mika nie pamięta ile lat temu, ale około 25.

- Byłem na jednym z treningów razem z bratem, jako widzem i... nie dostałem się na trening bo jeden ze starszych kolegów, ze względu na RODO nie podam danych (uśmiech), kazał mi strzelić karnego, a ja byłem taki mały i chudziutki, że kopnąłem w środek bramki, a on obronił. I... nie mogłem trenować. Rozpłakałem się i poszedłem do domu. - opowiada Łukasz Mika.- Nie pamiętam ile minęło czasu ale spróbowałem jeszcze raz i udało się. Pierwszym moim trenerem był Witold Droński. Wtedy nie było jeszcze tyle grup dziecięcych co teraz w Suchej i zaczynało się dopiero od trampkarza.



Obecnie w Akademii MKS Babia Góra Sucha Beskidzka, gdzie jednym z trenerów jest również Łukasz jest aż sześć grup dziecięcych: Bambino, Skrzaty, Żaki x2, Orliki x 2. Dopiero po akademii są młodziki, a później trampkarze, w których nasz rozmówca zaczynał. Zatem obecnie przygodę z piłką można zacząć niewiele później niż postawi się pierwsze samodzielne kroki.



- Gdy zaczynałem była duża różnica wieku, bo następną grupą byli juniorzy. Przeważnie grałem na skrzydle i zawsze miałem dużo asyst. Nawet cieszyły mnie bardziej niż bramki. Ostatni rok w trampkarzach to był awans naszych juniorów do Małopolskiej Ligi Juniorów. Tam już w pierwszym sezonie grałem u trenera Henryka Sochackiego w podstawowym składzie. Byłem najmłodszym zawodnikiem ligi, bo urodziłem się 31 grudnia 1985 (urodziny w ten dzień obchodzi również Sir Alex Ferguson).



Małopolska Liga Juniorów to między innymi pojedynki z rówieśnikami Wisły Kraków czy Cracovii.



- To była niesamowita przygoda, a zarazem duma, że my chłopaki z małego miasteczka możemy rywalizować z największymi klubami w naszym regionie. Z Wisłą w pierwszym meczu u siebie jesienią przegrywamy 0:2 a w rewanżu sromotne lanie 0:9. Rewanż graliśmy na boisku w Skawinie (4 bramki dla Wisły zdobył w tym meczu obecny trener Babiej Góry Grzegorz Kmiecik). Większość meczów przegraliśmy, ale na przykład wygraliśmy nasz mecz wyjazdowy z Hutnikiem 3:1.



Po jednym sezonie w MLJ i spadku, juniorzy Babiej Góry grają w lidze okręgowej. Kapitanem zostaje Łukasz Mika. To były „grube” czasy piłkarskie w Suchej. Seniorzy grali w IV lidze i w 2003 roku Łukasz debiutuje na tym szczeblu rozgrywek w seniorach. Rok później był już podstawowym, środkowym pomocnikiem piewszej drużyny.



Młodego zawodnika z Suchej sprowadza do siebie Garbarz Zembrzyce. Był to jedyny epizod ‘Miklosza” poza Babią Górą. Po pobycie Zembrzycach nadszedł ciężki okres Babiej Góry, ale Łukasz wraca do Suchej z nadzieją na pomoc.



- W Garbarzu na pierwszym treningu naciągnąłem pachwinę a później z tą kontuzją grałem kilka kolejek, nawet nie raz w wyjściowym składzie. W meczu w Krakowie z Garbarnią zszedłem w 45 minucie i nie grałem prawie rok w piłkę. Serce zawsze biło dla Suchej. Ciężkie lata dla naszego klubu nastały w tym okresie.



Jednym z trenerów w tamtych czasach był Andrzej Lenartowicz. Trener miło wspominany w Suchej, z którym wiąże się wiele ciekawych historii, a niektóre cytaty wspominane są do dzisiaj.



- Trenera Lenartowicza wspominam bardzo miło. Był wymagający, a zarazem sypał tekstami na każdym treningu czy meczu. Wiele z nich nie nadaje się do publikacji (uśmiech), ale na przykład: "Magiera, ja z Tobą na tej obronie to zajoba dostanę" czy "Co wy wyprawiacie, przecież tam grają sami kelnerzy i malarze". Oczywiście wersja ocenzurowana (śmiech). Jaja były również z trenerem Sochackim, ale dzięki temu rozładowywaliśmy ciśnienie.



Spadek w 2008 roku do klasy A. W rundzie jesiennej Babia Góra zdobywa zaledwie 3 punkty w ostatnim meczu.. .walkowerem.



- Reaktywacja naszej drużyny, zarządu i sprowadzenie Maćka Melzera na trenera to najpiękniejszy okres jaki wspominam. Wielu z piłkarzy z tamtej drużyny wspomina do dziś te czasy. Najpiękniejsze baraże o utrzymanie w A klasie z Sosnowianką, która chciała awansować. Naszpikowana „najemnikami”, mająca jak to się określa „fest kasiory”. Mecz jak Polska - RFN w 74. roku. Przed meczem z Jaśkiem Sulikowskim, (ówczesny bramkarz Babiej) łopatami od śniegu usuwamy kałuże po mega ulewie. Za co dostajemy od trenera Maćka niezłą zjeb… Mecz doszedł do skutku ponieważ namówiłem sędziów, że jest ok (uśmiech). Nie każdemu z drużyny i z klubu to pasowało. Podobno piłkarze Sosnowianki, gdyby mecz był przełożony nie graliby w rewanżu bo mieli wyjechać do Niemiec do pracy, a ja to wykorzystałem w rozmowie z sędziami żeby grać.



Mimo pogody mnóstwo kibiców na trybunach pełnych wiary w sukces ‘Kolejorza”.

- Mecz zaczął się po naszej myśli i prowadzimy 1:0. Jednak goście wychodzą na prowadzenie 2:1. Konsternacja na ławce i na trybunach. Ludzi multum. Jeździli wtedy za nami wszędzie. Atmosfera w drużynie i wśród kibiców rewelacja. Pod koniec meczu zaczyna się coś, co w Suchej wspominać będziemy chyba do końca życia. W 89. minucie Grzesiu Magiera zdobywa wyrównującego gola. Zdobywamy jeszcze dwa gole (Rafał Magiera i Tomasz Ścieszka) i wygrywamy 4:2! Coś pięknego, cali mokrzy i wszyscy w błocie, brudni ale szczęśliwi!



5 lipca rewanż w Stanisławiu. Zaliczka po pierwszym meczu, ale nie duża. W pewnym momencie było niebezpiecznie, gospodarze obejmują prowadzenie 1:0. Sosnowianka potrzebowała jeszcze jednego gola i awansowałaby do A-klasy kosztem Suchej.



Sosnowianka - Babia Góra: Mobilizacja przed meczem / fot. K. Mróz



- Z Suchej ponad 300 osób na wyjeździe. Śpiewy, bęben, wszystko. Przegrywamy 0:1. Jednak walczymy i zdobywamy dwa gole. Już wiemy, że nic nam nie grozi. W 80 minucie Sosnowianka wyrównuje, ale to wszystko na co ich było stać i na co im pozwoliliśmy. Kończymy mecz wynikiem 2:2! Szaleństwo! Przed meczem rozbijam w torbie szampana, takiego 3-litrowego (uśmiech), ale okazało się, że na szczęście.


Sosnowianka - Babia Góra: Radość po drugiej bramce / fot. K.Mróz

Następny sezon to trzecie miejsce, zmiana w trakcie Melzera na Kudzię i w 2011 roku awans do okręgówki, gdzie Babia Góra gra 4 sezony. Znowu spadek do A-klasy i odbudowa. Obecnie po rundzie jesiennej lider. Udział w rewelacyjnej pierwszej części obecnego sezonu ma także Łukasz Mika. To on w meczu niemocy z Barwałdem zdobywa zwycięską bramkę w 94 minucie i z trybun kibice głośno intonują: „Jesteś legendą, hej Miklosz jesteś legendą”.



- Teraz cieszę się, że jestem zdrowy i mogę trenować i chciałbym znowu awansować z Babią do okręgówki. Kontuzji było tyle, że nie ma sensu wszystkich wymieniać i nawet nie chcę ich wspominać. 7 razy chodziłem o kulach. Ważne żeby z nich wychodzić mocniejszym.



Oprócz gry w Babiej Górze Łukasz Mika jest trenerem dzieciaków. Trenuje też rewelacyjnych juniorów Spartaka Skawce oraz reaktywowanych seniorów w tej miejscowości. Kibicuje od dziecka GKS-owi Katowice oraz Borussi Dortmund. Zatem całe życie kręci się wokół piłki. W czerwcu ma szansę świętować awans z Babią Górą oraz juniorami Spartaka, czego oczywiście mu życzymy.



TS

Dodaj komentarz
Redakcja Portalu PowiatSuski24.pl informuje, że nie odpowiada za treść komentarzy użytkowników.
Portal zaznacza sobie prawo do usuwania komentarzy, bez uprzedzenia osoby komentującej. Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.
Captcha image